o wdzięczności z naukowego punku widzenia

wdzięczność

„Wdzięczność nie jest tylko największą cnotą, ale matką wszystkich cnót” – powiada rzymski filozof Cyceron. I, jak to z cnotami bywa, dość rzadką.

Może to zresztą nie do końca nasza wina, że wdzięczność przychodzi nam z pewnym trudem. Neurolodzy w 2014 roku zidentyfikowali gen CD38, który, jak przypuszczają, może być genem wdzięczności. Mówiąc dokładniej, wiążą z nim genetycznie uwarunkowaną skłonność do odczuwania ogólnej satysfakcji z relacji z innymi ludźmi i do wrażliwości na płynące od nich pozytywne emocje (zwłaszcza miłość). A więc – czy powinniśmy i czy w ogóle możemy aktywnie praktykować wdzięczność za wyświadczone nam dobro, jeśli i tak nie mamy wpływu na mechanizmy rządzące naszymi uczuciami?

Ale człowiek nie jest tylko niewolnikiem uczuć i genów. Możemy świadomie wzbudzać w sobie wdzięczność z pobudek… cóż, całkiem egoistycznych.

W innym badaniu z 2003 roku uczestników podzielono na dwie losowo dobrane grupy. Jedną poproszono o sporządzani co tydzień listy rzeczy, za które są wdzięczni; drugą – listy rzecz, które ich denerwują. Dziesięć tygodni późnij okazało się, że osoby z pierwszej grupy znacznie częściej deklarowały zadowolenie ze swojego życia. Co więcej, podobne eksperymenty przyniosły te same wyniki. Jeśli więc chcesz odczuwać zadowolenie z pracy, urlopu czy zakupów, skup się na tym, za co już możesz być wdzięczny innym.

Jak to działa?

Psycholodzy wyjaśniają to swoistym „treningiem” umysłu, przestawianiem go na pozytywne emocje. Jak wtedy, kiedy próbujemy pocieszyć kogoś podnosząc palcami kąciki jego ust (oczywiście nie zalecamy tego w stosunku do osób, z którymi nie łączą nas naprawdę bliskie relacje). Absurd? Bynajmniej. Potwierdzają to eksperymenty, między innymi ten, w którym proszono badanych o intensywne uśmiechanie się przez 20 sekund z silnym napięciem mięśni twarzy. Okazało się, że wzmagało to aktywność ośrodka mózgu odpowiedzialnego za pozytywne emocje.

Wyrażanie wdzięczności ma podobny skutek, pobudzając podwzgórze – część podkorową mózgowia, w której zlokalizowany jest ośrodek przyjemności – oraz pole brzuszne nakrywki (wbrew nazwie jest to także część śródmózgowia), będące częścią tego samego „układu satysfakcji”.

Wdzięczność potrafi zmieniać nie tylko nasze odczucia, ale wpływa na reakcje innych wokół nas. Badacze z Uniwersytetu Południowej Karoliny wykazali w 2011, że osoby o wysokiej pozycji społecznej, ale niskim poczuciu emocjonalnego bezpieczeństwa, mają tendencje do wybuchania gniewem, kiedy kwestionowane są ich umiejętności, ale kiedy okazuje się im wdzięczność, potrafią powściągnąć swoje agresywne zachowanie. Proste „dziękuję” okazuje się w istocie magicznym słowem.

Czy wdzięczność może mieć jakieś złe skutki? Cóż, jeśli potwierdzą się hipotezy, o których donosi Journal of Consumer Psychology pod tytułem „Słodki smak wdzięczności: bycie wdzięcznym wzmaga apetyt i konsumpcję słodyczy”, to możemy obawiać się nadwagi. Ale – bez przesady!

Recepta na wdzięczność?

Recepta jest oczywista: uczyń wdzięczność swoim nawykiem, nie czekając na powody do niej. Zacznij od prostego „dziękuję” w zwykłych, osobistych kontaktach. Martin Seligman, ojciec kierunku zwanego „psychologią pozytywną”, zaleca częste pisanie listów z podziękowaniami. Na przykład do kolegów z pracy. Okazji nie zabraknie, jeśli naprawdę przyswoisz sobie maksymę często powtarzaną przez trenerów biznesu: „Żaden sukces nie jest zbyt błahy, żeby go uczcić”. A i niepowodzenie można osłodzić podziękowaniem choćby za wysiłek.

W sumie może okazać się, że wdzięczność jest nie tylko najważniejszą ze cnót, ale i najłatwiejszą w praktykowaniu. Wystarczy chcieć.